drugi trzeci film Linklatera który miałem okazję obejrzeć, co uświadomiłem sobie do końca dopiero czytając wpis w imdb. początek jest bezpośrednim nawiązaniem do jego slacker i w swojej formie sam film jest podobny, jest to nieustająca parada postaci, jednak tu bezimienny główny bohater jest czymś co spaja całą fabułę. ciekawy film, myślę że w gruncie rzeczy jego sprawiająca wrażenie niespójnej animacja i przeładowanie filozofią mają swój cel i co najważniejsze osiągają efekt. trochę jak “A Scanner Darkly” (który jak przed chwilą odkryłem też jest jego filmem) i oczywiście takie skojarzenie budzi animacja, ale o ile “a scanner… ” skupia się bardziej na osiągnięciu samego efektu ’skołowania’, “waking life” ma wybić z tonu i sprowokować widzów do myślenia. samo prowokowanie do myślenia o sensie życia brzmi (ironicznie) płytko, ale ciężko nie pomyśleć że brakuje takiej dyskusji. możliwe że moje wrażenie spotęgował fakt że ostatnio przy spotkaniu z paroma różnymi osobami zwrot “prześlizgują się po powierzchni zdarzeń” był nieznośnie na miejscu. nie żebym był lepszy. i o to chyba właśnie tu chodzi.
swoją drogą jedna z początkowych dyskusji tyczy się rozumienia słów, tego co druga osoba przez nie rozumie; przypomniało mi to pewną osobą z którą znamiennie nigdy o tym nie rozmawialiśmy bo nie trzeba było.
ciekawy filmy, myślę że warto go obejrzeć
skojarzenia:
Slacker, A Scanner Darkly, I Heart Huckabees, La Science des rêves